Byłam i jestem wrażliwym dzieckiem, które kocha zwierzęta i płacze, kiedy chcący musi zabić komara, a niechcący zabije biedronkę. Możecie nazwać mnie nienormalną, ale swojego przewrażliwienia się nie pozbędę. Nie i już . Oczywiście byłam jedną z małolat, które błagały rodziców o pójście do cyrku czy wycieczkę do zoo. Nie rozumiałam swojego ojczyma, który nie chciał mnie zabrać do cyrku i argumentował decyzję cierpieniem zwierząt. A teraz szczerze... Moja miłość do zwierząt polegała na przytulaniu małych szczeniaczków, ubierania ich w szmatki i wsadzaniu je do wózków. Nie zastanawiałam się nad tym, że uszczęśliwiam siebie, wmawiając sobie, że robię to dla kogoś innego. Nie kochałam swojego kota, bo nie chciał się przytulać. Mając ileś tam lat razem z rodzicami zaadoptowaliśmy kota. Zwykły dachowiec. Kocica miała 3 miesiące i, z tego co pamiętam, trafiła do nas spontanicznie. Przez pierwsze parę miesięcy spała ze mną w łóżku, a rano budził mnie ból w stopach, b...