Przejdź do głównej zawartości

Jak przestałam jeść mięso

Byłam i jestem wrażliwym dzieckiem, które kocha zwierzęta i płacze, kiedy chcący musi zabić komara, a niechcący zabije biedronkę. Możecie nazwać mnie nienormalną, ale swojego przewrażliwienia się nie pozbędę. Nie i już.
Oczywiście byłam jedną z małolat, które błagały rodziców o pójście do cyrku czy wycieczkę do zoo. Nie rozumiałam swojego ojczyma, który nie chciał mnie zabrać do cyrku i argumentował decyzję cierpieniem zwierząt. A teraz szczerze... 
Moja miłość do zwierząt polegała na przytulaniu małych szczeniaczków, ubierania ich w szmatki i wsadzaniu je do wózków. Nie zastanawiałam się nad tym, że uszczęśliwiam siebie, wmawiając sobie, że robię to dla kogoś innego. 


Nie kochałam swojego kota, bo nie chciał się przytulać.


Mając ileś tam lat razem z rodzicami zaadoptowaliśmy kota. Zwykły dachowiec. Kocica miała 3 miesiące i, z tego co pamiętam, trafiła do nas spontanicznie. Przez pierwsze parę miesięcy spała ze mną w łóżku, a rano budził mnie ból w stopach, bo lubiła topić w nich swoje ząbki. Nie karmiłam jej, nie sprzątałam po niej i nie schodziłam po nią o 3 nad ranem na dwór, kiedy zeskoczyła z balkonu.
Chciałam kota do przytulania, ale kot wcale nie chciał się przytulać. Za to lubił mnie atakować z zaskoczenia, kiedy podejdę za blisko, miauczeć, ile sił w płucach czy pokazywać siłę swoich pazurków na mojej dość już poranionej skórze. Potem kot dorósł, a przede wszystkim przytył. Ja też dorosłam (i uwaga: przytyłam) i spadły na mnie obowiązki. Od tamtej pory żwirek nie jest częścią dekoracyjną naszego mieszkania, a kota wołającego o jedzenie nie mogę zignorować. Kłaki na kanapie są dodatkiem do ciemnego outfitu, a w pakiecie dostaję mokrą ściereczkę i nakaz sprzątnięcia. Posiadanie kota nie jest kolorowe (zwłaszcza kiedy ignoruje Twoje wyciągnięcie ramiona i jedynie ociera się o Twoje czarne spodnie, sugerując, że z domu teraz nie wyjdziesz). 
Mimo że mój kot jest już dorosły i dumny, jak na przedstawiciela swojego gatunku przystało, ciągle uczę się obcowania z nim. Z kolei moi znajomi przychodzą i nie są przyzwyczajeni do tego, że zwierzak zamiast otrzeć się o nogi, rzuca im mordercze spojrzenie i szykuje się do ataku. Co z tego, że jest gruby? Lepiej uciekaj. Chyba że jesteś tym, który go karmi. Ludzie karmiący dostają tymczasowy immunitet.



Wegetarianizm? Od poniedziałku...


Z wizytą przyjeżdżała babcia, na obiad schabowe; lekko przypalone. Ojczym ma wolną chwilę w sobotę, więc przyrządza kaczkę. Nie chcesz jeść, to nie jedz, ale trudno zrezygnować z czegoś, co zajmuje 75% twojej lodówki.
No dobra, byłam i jestem hipokrytką. Moja miłość do zwierząt nie sprawiła, że zamiast mięsa pożerałam ciecierzycę z wielkim bananem na twarzy. Dalej polowałam na skórzane buty, kurtki i torby. Zrezygnować z mięsa to było dla mnie jak zrezygnować z oddychania. Nie wspominając o skórzanych elementach garderoby. Tak się nie da.
A jednak wegetarianizm gdzieś mi tam ciągle krążył po głowie. Mówiłam sobie: usamodzielnisz się, dojrzejesz i wtedy spróbujesz diety wegetariańskiej. Przez rok trwałam w postanowieniu, że kiedyś zacznę.



Wyszło spontanicznie, bez planów i przygotowań


Rok temu nastąpił przełom: po prostu przestałam jeść mięso. Wstałam rano i powiedziałam sama do siebie: O nie kochana, koniec tego dobrego. I przestałam.
Rodzice przyjęli to ze spokojem, pewnie uważają, że wegetarianizm to obowiązkowa faza buntu nastolatka. Raz udało im się przemycić mięso w zupie, raz wcisnęli mi rybę, ale poza tym jestem czysta. Tata postraszył mnie anemią, ale po paru tygodniach sam ograniczył mięso.
Nie jest kolorowo. Trzeba liczyć się z tym, że rzucenie czegoś, co od zawsze było częścią Twojego życia, jest trudne, ale nie niemożliwe. Czasem dostawałam ataków - wtedy mam ogromną ochotę na mięso, ale trzeba to po prostu przeboleć, mimo że łatwo nie jest. Od paru miesięcy nie mam już w ogóle ochoty na mięso, jedynie irytuje mnie, że niektóre dań, na które mam ochotę, są właśnie z mięsem.
Wegetarianizm poszerza horyzonty. Muszę uważać co jem; sprawdzam składy, pytam, dociekam, szukam. Jestem bardziej świadoma produktów, które kupuję i zdaję sobie sprawy, ile chemii zawierają, więc je ograniczam i staram się wdrażać wegetariańską, a czasem i wegańską kuchnię w moje życie. I wiecie co? Czuję się świetnie, ba, rozważam przejście na weganizm. Ale wszystko w swoim czasie...


Komentarze